Macierzyństwo jakże (NIE)kolorowe…




 

MACIERZYŃSTWO- zapewne większości z początku kojarzy się z faktem, iż dwoje ludzi czeka z niecierpliwością na pulchniutkiego, różowiutkiego berbecia, którego będzie kochać, tulić i całować a dni już zawsze będą płynąć w radości i miłości bo rodzina będzie w komplecie. Kobieta cudownie przeżyje 9 miesięcy ciąży, które minie na wspaniałych odczuciach ruchów dziecka, słuchaniu muzyki i czytaniu bajeczek do brzuszka. Tatuś zrobi piękny pokoik dla dziecka-sam własnoręcznie zrobi piękne łóżeczko dla swej królewny lub półkę na resoraki dla swojego królewicza. Poród oczywiście będzie naturalny, najlepiej w domu z wykupioną położną i bez znieczulenia. Brzuszek zejdzie zaraz po porodzie, piersi zostaną wielkie, pełne mleka a kobieta będzie promienieć, gdyż bycie mamą w końcu uskrzydla.
I wszyscy generalnie będą żyli długo i szczęśliwie...

I nagle człowiek się budzi...

Kobieta- chodząca słonica, która sapie z każdym wykonanym ruchem. Wyżerająca z lodówki naprzemiennie truskawki i ogórki tłumacząc, że korzysta póki może. Niewyspana, bo w dzień tyle roboty w domu a w nocy każda pozycja jest dla niej niewygodna. Jak już znajdzie pozycję, która jest dla niej w miarę zadowalająca, to okazuje się, że jest również idealna do zadawania kopniaków wprost pod żebra przez malucha. Mężczyzna zamiast szykować ten wspaniały pokoik dla swojej kruszynki, to lata na każde skinienie palca, bo tu już żona butów nie zawiąże a tu jej podusia spod plecków uciekła... Generalnie w przerwach, gdy nie trzeba nic pomóc, szuka sobie zajęcia umożliwiającego ewakuację z domu.

No i tak oto nadchodzi wielce wyczekiwany dzień cudownego porodu. I tu również okazuje się, że wcale tak kolorowo nie będzie. Mąż przypadkiem usłyszy o kilka słów za dużo. Nie ma już śladu po chęci porodu zgodnego z prawami natury. Pielęgniara będzie natomiast ryzykować własnym życiem, jeśli w trybie pilnym nie da czegokolwiek przeciwbólowego...

No ale już jest. Stało się jest. Już po wszystkim. Maleńka, cudowna, różowiutka kruszynka jest na świecie. Teraz już będzie tylko lepiej. Dni już będą beztroską sielanką dzieci kwiatów otoczonych miłością i harmonią.
Do pierwszej nieprzespanej nocy. A za nią kolejnych...
Po dwóch miesiącach człowiek nawet pomału jest w stanie przyzwyczaić się do worów pod oczami.. Nawet można się przyzwyczaić do wstawania w nocy co godzinę- ileż to wtedy zyskuje się czasu do przemyśleń nad egzystencjom życiową! A jeśli dziecko będzie łaskawe, to będzie wstawać nocą co dwie godziny- istny luksus- dwie godziny snu, człowiek by się wręcz napił z radości ale nie może, bo przecież pójdzie w pokarm. A poza tym te kolki...

Jakoś dziwnym trafem talia osy wcale nie chce powrócić, brzuch wcale nie zniknął, tylko wisi jakiś dziwny worek skórny a wszystkie bluzki są regularnie mokre na biuście. Jednym słowem Bogini Sexu skąpana w mleku.

No ale wierzycie, że już niebawem wszystko minie, będzie dobrze. Kobieta, pójdzie na imprezę, do kosmetyczki, do fryzjera. Facet wyskoczy z kumplami na piwko. Zapomnieliście tylko o jednym. ZĘBY! I zaś w koło młynarza nieprzespane noce...

Sytuacja komplikuje się, gdy w domu jest jeszcze "Dziecko nr 1". Starsze, bardziej dojrzałe, mądrzejsze, bardziej samodzielne. A jednak, gdy pojawia się w domu mały terrorysta, to starsze nagle wszystkiego, co do tej pory umiało- zapomina. Nagle nie umie się ubrać, umyć, uczesać i zjeść. Bo z jakiej racji koło jednego rodzice non stop wszystko robią a koło niego nie. Nagle- gdy wcześniej chciał jak najbardziej się separować i mieć spokój od rodziców- teraz potrzebuje maksymalnej uwagi. Nagle okazuje się, że nie możecie nakarmić młodszego, bo starsze tu i teraz natychmiastowo potrzebuje nałożenia pasty na szczoteczkę. Albo nie możecie przewinąć młodszego, gdyż starsze nie jest w stanie żyć dalej bez wywrócenia majtek na drugą stronę.

I tak spoglądasz tylko na szafki, które jeszcze nie tak dawno były zapełnione czyściutkimi, wyprasowanymi ubrankami a dziś są one dosłownością słowa armagedon.  I na co to całe sprzątanie, prasowanie, układanie... Nie ma po tym już śladu.

Dom wygląda, jakby przeszło przez niego tornado a Ty wspominasz z utęsknieniem jaki wcześniej był spokój...

Muszę Wam się przyznać, że udało nam się wczoraj wyrwać na randkę. Tak,po ślubie- takie dinozaury, jak my-też mogą iść na randkę. Udało nam się wyjść do kina. Jednak wyszliśmy z niego z przeświadczeniem, że powinniśmy się już leczyć, gdyż w trakcie seansu zastanawialiśmy się, czy oglądać dalej, czy może jednak chociaż troszeczkę odespać :D

Ale mimo tego, że marzę o tym, by zamiast tych wstrętnych herbatek laktacyjnych wypić kieliszek (no może 3) Carlo Rossi różowego, by przespać chociaż jedną całą noc, by móc spokojnie pomalować paznokcie i tego, by mieć dłużej niż 5 minut czysty dom to... CIESZĘ SIĘ. Cholernie się cieszę, bo mam dom, mam rodzinę, mam zdrowe, piękne i dozarte dzieci :) Ale dzięki temu, że są takie aktywne, to wiem, że SĄ i mają się dobrze.

Nie powiem Wam, że macierzyństwo, to jest różowa bańka mydlana. I otwarcie skrytykuję każdego, kto publicznie promuje takie przeświadczenie.

Macierzyństwo, to jest ciężka harówa. To jest płacz, zmęczenie, ból poporodowy. To są kolki, problemy z laktacją a potem wychodzące zęby. To jest zniszczone ciało i blizny. Nie ważne czy porób był naturalny, czy przez cesarskie cięcie. Ból jest potężny w obu przypadkach.

Ale macierzyństwo to również oczy wpatrzone przy karmieniu piersią. To tulenie do snu i czytanie bajek. To pierwsze słowa "mamo" i "tato". To BEZGRANICZNA miłość.

I wiecie co? Zawsze będziemy się zmagać z trudnościami losu. Jednak nigdy nie dostaniemy tak pięknej zapłaty jak wpatrzone, pełne miłości oczy naszych małych brzdąców.

 

Zdj. główne: Fotoadia

 

 

9 komentarzy

  • Arleta

    Piękny wpis, to jest właśnie to! Jestem mamą 3 miesięcznej córeczki, młodą mamą, i czasem chciałabym właśnie dokładnie jak piszesz – po prostu napić się wina, kieliszek, dwa, a może nawet całą butelkę, wyjść z domu, wrócić późno, nie martwić się o nic… I wiele razy nerwy mi puszczają i wydaję mi się, że już naprawdę nie mam siły… Ale potem pojawia się moment, w którym ten dzidziuś odwzajemnia Ci się za ten cały wysiłek tak ogromną miłością..że wszystko mija. Musimy doceniać to co mamy, rodzinę, dziecko, miłość, bo to jest tak naprawdę najważniejsza ‘rzecz’ w życiu.. 🙂 Bardzo przyjemnie się czyta bloga, będę zaglądać! Pozdrawiam! 🙂

  • PaGaMa

    Zostać Mamą to cos nieocenionego, pięknego i wyjątkowego. Jednak fakt jest taki, że każda z nas miewa momenty kryzysowe, gdzie nie ma się już po prostu sił. Aczkolwiek to wszystko mija po chwili, kiedy Twoj Maluszek spojrzy na Ciebie, zarzuci czarującym uśmiechem, czy pokaże smieszną minę :p Kobitki w nas jest mega moc, bo to my jesteśmy w stanie temu wszystkiemu sprostać i iść do przodu.
    🙂

  • Szczęśliwy Tata 😋

    Cała prawda o urokach rodzicielstwa, ale jakież jest to piękne choć wiecznie nie wyspani to zawsze pełni szczęścia z pierwszych kroków, pierwszego wypowiedzianego słowa,pierwszego pełnego miłości uśmiechu. Cóż może nie kolorowe ale jakże cudowne… 😁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
Facebook
Instagram