Na rodzinnym zdjęciu zawsze na środku




Ostatnio usłyszałam bardzo dobre stwierdzenie, że z rodziną, to najlepiej na zdjęciu się wychodzi, pod warunkiem, że jesteś na nim w środku, bo boki zawsze można wyciąć.

Temat chrztu wciąż na tapecie naszego życia.

Filipowe chrzciny robiliśmy w domu. Było łącznie 17 osób. Siedzieliśmy z Olafem bite dwa dni nad sprzątaniem i gotowaniem. Z samego rana przed chrzcinami kończyliśmy jeszcze ostatnie potrawy i ogarnialiśmy dom. Szykowaliśmy się na wariata.

Wszystkich gości musieliśmy pomieścić w jednym pokoju i stwierdzę delikatnie, że było… ciasno. Niezbyt wiele pamiętam z imprezy prócz bieganiny kuchnia- pokój. Wszelkie jakieś ciekawe rozmowy i tematy mnie ominęły, bo stałam przy garach lub zmywałam naczynia by na następne posiłki nie brakło talerzy. Pomagała nam mama z teściową, jednak z powodu małego metrażu i dużej ilości osób powstał w pewnym momencie totalny chaos. Imprezę uznaliśmy za udaną, jednak gdy już się skończyła, to padliśmy z Olafem jak kawki.  A przecież pomiędzy sprzątaniem trzeba było się zająć małym dzieckiem.

Dlatego zgodnie ustaliliśmy, że przy drugim dziecku mamy wszystko w nosie i NIE BĘDZIE IMPREZY W DOMU.

Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy.

Mamy już ustaloną datę i godzinę mszy. Jest zarezerwowana sala i wpłacona zaliczka a dziś została zatwierdzona ostateczna liczba gości oraz ustalone menu. A no i jest już fotograf.

Pages: 1 2

9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
Facebook
Instagram