Synu, nie kocham Cię mniej…




Kiedy urodził się Filip, to opanował całe moje życie. Olaf wtedy odszedł na dalszy plan. Nie liczył się nikt prócz tego małego Okruszka, którego dane mi było wydać na świat.

Nasza więź umocniła się jeszcze bardziej przez to, że zostaliśmy bez ostrzeżenia odseparowani od siebie na całe dwa tygodnie, a jak wiadomo dla noworodka to jest ciężkie przeżycie, gdzie jedynie zna zapach i bicie serca Mamy. Dla mnie również to była potężna trauma, ale pisałam Ci o tym dokładnie TUTAJ.

Filipek rósł. Jeden rok, drugi, trzeci, czwarty… moja miłość do niego z każdym dniem nabierała na sile, jednak zaczęło mi czegoś bardzo brakować. Odczuwałam niewypełnioną pustkę, która coraz mocniej z każdym rokiem czekała i dopominała się wypełnienia.

Przecież pragnęliśmy więcej dzieci… marzyliśmy o tym, by maksymalna różnica wieku to były dwa lata. A tu lata mijały a ja przez swoją chorobę nie mogłam podjąć próby zajścia w ciążę.

Z każdym dniem pragnęłam jej coraz bardziej. Wiesz jak to jest- najbardziej tęsknisz do tego, co nieosiągalne.

Zamiast przelewać podwójną miłość na Fifka, to coraz częściej dumałam, czy kiedykolwiek doczekamy się kolejnego dzieciątka. Czy będzie nam dane przeżywać chociaż raz jeszcze kolejną ciążę, karmienie i przewijanie.

Zdałam sobie sprawę z tego, że z każdym dniem coś nieodwracalnie tracę. Ostatnie kąpanie Filipa w wanience, ostatnie karmienie piersią, ostatnie spacery, gdy musiałam go asekurować przed upadkiem. Prawda jest brutalna. Rośnie i z każdym dniem jest coraz bardziej samodzielny.

Przez to coraz bardziej uzmysławiałam sobie, że chce chociaż jeszcze raz to przeżyć. Myśl nie dawała mi spokoju…

Aż w końcu nastał dzień, który zapamiętam do końca życia. Gdy lekarz powiedział „zagrożenie minęło… trzymam kciuki za kolejne dziecko”. I tak się stało. Szczęście nam sprzyjało i już niebawem zobaczyłam dwie kreseczki na teście. Nie mogliśmy się wszyscy nacieszyć. Przez długi czas nie wspominaliśmy o tym Fifkowi, bo jak wiadomo, nigdy nie da się wszystkiego przewidzieć. Kiedy w końcu dowiedział się o nowej sytuacji było to dla niego niezrozumiałe. Niby wiedział i się cieszył ale nie do końca pojmował JAK TO SIĘ STAŁO i skąd to dziecko tam się znalazło.

Przerobiliśmy pełno bajek edukacyjnych aż pewnego razu usłyszałam od 5latka pytanie „Mamuś a co to jest macica” … oczywiście wyjaśniłam najbardziej delikatnie jak się dało i było ok.

Pages: 1 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
Facebook
Instagram