);

Co ułatwia życie przy małych dzieciach?

Zawsze sobie powtarzałam, że przy dobrej organizacji i odrobinie chęci wszystko jest do ogarnięcia. O jakże byłam naiwna…

Po raz pierwszy przeciorał moje założenia Filip, gdy się urodził. Moja organizacja swoje a jego kolki i bardzo ciężkie ząbkowanie swoje. Później trochę podrósł i znów wrócił do łask mój cudownych kalendarz a wraz z nim ukochane planowanie.

Jednak parę lat później na świecie pojawiła się Zosia a rok po niej Jaś. Wbrew wielu idiotycznym komentarzom- tak, zaplanowaliśmy z pełną odpowiedzialnością dzieci rok po roku.
Przed pojawieniem się na świecie Jasia przeczytałam chyba wszystkie możliwe publikacje dotyczące organizacji czasu i obowiązków w rodzinie wielodzietnej oraz dzieciach rok po roku. Jednak jak się pewnie domyślasz- publikacje swoje a życie swoje.

Nie powiem- są dni, kiedy w miarę wyrabiam a na koniec dnia wszystkie lub chociaż większość zadań jest odhaczona. Jednak są takie dni, kiedy nie wiem, jak się nazywam, lista wisi nietknięta i w całości przechodzi na kolejny dzień. Nauczyłam się jednak tym już nie przejmować. To jest życie- w domu jest dwójka maleńkich dzieci- to jest stan przejściowy i coś mi się zdaje, że za parę lat mogę wspominać to z łezką tęsknoty w oku.

Jednak są sprzęty, bez których na pewno bym sobie tak nie poradziła- zmywarka, pralka i mikrofala. Do niedawna to była moja cudna trójca. Do tej rodzinki sprzętów ulubiaśnych doszła również moja Małpa, inaczej zwana Xiaomi, o której pisałam już TUTAJ. Szczerze- nie żałuję tego zakupu i nie żałuję, że to nie Roomba, bo przecież nie chodzi o markę, tylko o cenę i jakość a Xiaomi wg mnie sprawdza się rewelacyjnie. Dlaczego? Bo przy dwójce maleńkich dzieci nie odkurza się dwa razy w tygodniu, tylko po kilka razy na dzień a tak to ona robi to za mnie, co niezmiernie mnie cieszy.

Jednak była jeszcze pewna kwestia i to nie byle jaka, bo systematycznie mnie- twardą babkę- doprowadzała do płaczu. Mianowicie pranie. PRANIE- do niedawna moja zmora. Przy małym dziecku jest tego prania multum a przy dwójce maluchów multum x2. Nasz dzienny rekord do tej pory wynosi 17 kompletów ubrań- tak- za JEDEN dzień (6x przebiórka Jasia + 6x przebiórka Zosi + 3x przebiórka Filipa + 1 komplet mojego ubrania + 1 komplet ubrania Olafa). Myślisz sobie pewnie, że na mózg upadłam i przebierałam dzieci po każdym posiłku? Nie! Jasiu miał parę miesięcy a Zosia 1,5 roku i to był ten dzień, gdzie jak nie wychodziło górą, to dołem gdzieś po bokach. A Filip… no cóż- on się lubi ciorać po błotach i innych dziwnych rzeczach- jak to chłopak. Więc nie dziw mi się, że jeśli mam kilkanaście kompletów ubrań dziennie, to wyć się chce na samą myśl o wejściu do pralni.

Ustalmy fakty- moja pralka chodziła do tej pory 2-3 x dziennie. Z czego ja 2-3 x dziennie musiałam iść po schodach na górę, wyjmować, wieszać, ściągać, chować… I tak w koło młynarza z moim chorym kręgosłupem. Miałam dość. Nie wyrabiałam z praniem oraz z pogłębiającym się bólem pleców. Nie wyrabiały już nawet dwie wielkie suszarki stojące, bo ciągle brakowało na nich miejsca, co pokazywałam nie raz na story na moim profilu. 
Nie wspominając już o tym, ile zajmowały miejsca i o wilgoci w domu, gdyż np. w środku zimy nie wywietrzysz dokładnie pokoju, jeśli jesteś takim zmarzluchem, jak ja 🙂

I wtedy powiedziałam DOŚĆ! Oczywiście wiele z Was mi od dawna pisało, żebym to zrobiła, ale wiecznie nie było kasy. Albo jak była, to sobie żałowałam, bo to mały wydatek nie jest. Jednak nastał ten dzień, powiedziałam DOŚĆ i wzięłam sobie na raty suszarkę elektryczną. Głupie to, ale żal mi było dać ponad 2 tysie w sklepie, więc wolałam wziąć sobie za niecałe 70 zł przy ratach 0%- jakoś mniejsze wyrzuty sumienia.

I tak oto w naszym domu zjawiła się suszarka elektryczna BEKO EDF7434GXA

Pamiętam, że na Instagramie jedna dziewczyna napisała do mnie, że dzieli swoje życie na to przed suszarką i po suszarce. Szczerze? Podpisuję się pod tym rękami i nogami! Nie mam pojęcia, dlaczego tyle czasu katowałam swój kręgosłup. Dlaczego marnowałam tak wiele czasu, siły i energii, którą mogłabym poświęcić na zabawę z dziećmi, ogarnianie czegoś innego lub odpoczynek.

Jeszcze przed zakupem beko w mojej pralni leżały nawet szmaty z czasu remontu, który był parę miesięcy wcześniej, bo ciągle nie było miejsca na suszarkach, by je uprać i wywiesić a zimą wieszanie na ogrodzie odpadało.

I wtedy życie się zmieniło…

Przyjechała. Mój Mąż- bohater naszego domu- dzielnie ją podpiął i ruszyła. Praktycznie przez 3 dni, jak dzieci, siedzieliśmy w pralni patrząc i nie wierząc jak prania ubywa w oczach. Dokładnie 3 dni zajęło mi odpranie się z wszystkiego, co zalegało mi miesiącami. Nie zliczę nawet ile odzyskałam czasu w ciągu dnia. A tym bardziej ile go zyskałam w ciągu tygodnia. Obecnie robię pranie tylko w piątek i sobotę- dwa dni, gdzie jedzie na przemian pralka i suszarka. Oczywiście zdarzają się „nagłe-pilne” wyjątki, gdzie w tygodniu trzeba coś uprać, jednak teraz nie idę już z płaczem na końcu nosa do pralni, tylko z uśmiechem na twarzy, bo wiem, że wstawię pralkę, potem przełożę pranie do suszarki, a następnie cieplutkie i pachnące dam prosto na półkę. Miodzio.

Jednak czas na podsumowanie. Suszarkę kupiłam dokładnie 20.04.2020, więc spokojnie mogę się już na jej temat wypowiedzieć. 

Szukałam jej długo, gdyż miałam konkretne oczekiwania. Nie mamy na górze zrobionej łazienki, dlatego zależało mi, aby miała zarówno odpływ, jak i również zbiornik na wodę. Chciałam, aby była cicha, ale żeby posiadała alarm, który da mi znać, że pranie jest wysuszone. Szukałam suszarki z programem do ubranek dziecięcych oraz z programem syntetyki do szafy. Jednak bardzo istotne były wymiary- żeby była pojemna, ale nie zagracała połowy łazienki. A! No i oczywiście, żeby posiadała pompę ciepła i klasa przynajmniej A+, bo jednak przy rodzinie 2+3 ilości prania nie zredukuje, a nie chciałam odczuć tego zbyt mocno na prądzie. I biorąc pod uwagę wszystkie moje wymogi, znalazłam się głównie w rangach suszarek 3-5 tysięcy złotych. Szukałam więc dalej i znalazłam moją Beko. Za ciut monad 2 tysiące. Da się? Da 🙂

Co do dodatkowych plusów- ma podświetlany bęben.  Nie był to akurat mój wymóg (moja 7-letnia pralka tego nie ma, więc nawet do głowy mi to nie przyszło), ale fajny bajer- miło jest widzieć środek suszarki, gdy się do niego wrzuca pranie 🙂 Jednak co do prania, to wg mnie ręczniki wymiatają! Zawsze, ale to zawsze zdejmowałam ze sznurka sztywne, nieprzyjemne ręczniki- jakby ktoś je przez krochmal przepuścił- znasz to? Z suszarki wyciągasz mięciutkie, ciepłe i pachnące- niczym z reklamy Cocolino,  🙂

No dobra, koniec już pisania, bo się rozczulam. Powiem Ci tylko tyle- jeśli jesteś zawalona praniem, którego masz serdecznie dość i szczerze masz odruch wymiotny na jego widok, Twoje plecy nie zniosą już żadnej dodatkowej miski prania, to przestań się katować tak, jak ja to robiłam do tej pory. Jak masz kasę, to kup za gotówkę. Jak nie masz lub żal Ci tyle dać, to weź sobie na raty, ale przestań się katować. To nie jest wpis sponsorowany, bo jak zauważyłaś- ja swoją suszarkę kupiłam i żałuję tylko, że zrobiłam to tak późno. Ułatw sobie życie. Odpocznij, bo na to zasługujesz. Jeśli się zdecydujesz, to ja Ci moją suszarkę serdecznie polecam, bo jest z niższej półki cenowej, a ma parametry tych za 3-5 tysięcy. W dodatku zajmuje mało miejsca a ma bęben 7 kg. Jak się zdecydujesz na inną, to też fajnie. Więc jeśli się zastanawiałaś nad zakupem, to mam nadzieję, że rozwiałam Twoje wątpliwości i wreszcie odpoczniesz z lampką wina i wspomnisz o mnie czule. Buźka.

Ola

Spodobał Ci się tekst? Będę wdzięczna, jeśli podzielisz się nim z innymi

Pamiętaj o odwiedzeniu mnie na Facebooku oraz Instagramie Dodatkowo jeszcze założyłam Tajną Grupę Podomowych, gdzie rozmawiamy o wszystkim, co nie wypada omawiać publicznie

Zapraszam i przypominam o Paczce kobiecych planerów, która jest już w moim Sklepie 


 

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
Facebook
Instagram