Lifestyle

Oj Babo, Babo…




Pierwsze dni po porodzie Filipa nie były kolorowe. Nie miałam kompletnie pojęcia, jak obchodzić się z takim maluchem. Niby czułam podświadomie, o co mu chodzi, jednak potwornie się bałam go wziąć na ręce, przytulić, przewinąć etc. Był taki maleńki a ja bałam się, aby nie zrobić mu krzywdy. Jak mu wziąć tą rączkę wygiąć, by wsadzić do rękawka od bodziaka? Jak mu dźwignąć tą pupę, by przebrać pampersa? Był taki bezbronny, zdany na moje doświadczenie, którego kompletnie nie miałam.

Na szczęście jedna zmiana pielęgniarek była cudowna. Na spokojnie tłumaczyły mi, że nie mam się czego obawiać i dokładnie pokazywały krok po kroku, jak należy „operować” dzieckiem. Pozwól, że o pozostałych zmianach personelu się nie wypowiem. Wspominałam Ci za to o nich TUTAJ.

Po wyjściu do domu przekonałam się, że od dzisiaj mnie- MŁODĄ MAMĘ– otacza cała masa osób, których kompletnie nie znam, a które bardzo chętnie podzielą się ze mną swoimi „dobrymi radami”, o które nikt ich nie prosił.

Wychodziłam do sklepu i nagle obce baby zaczepiały mnie, że dziecko jest zbyt letnio ubrane, a gdzie ma czapeczkę, a gdzie ma czerwoną wstążeczkę, by nikt go nie urzekł? Ale kto miał urzec? Bo chyba jedynie takie baby trajkoczące bezmyślnie nad głową dziecka, jak one. Zastanawiałam się, jaki trzeba mieć tupet, by być na tyle bezczelnym, by podejść do obcej osoby i zacząć prawić morały.

 

 

Im Filip był starszy, tym miałam coraz więcej pytań i sytuacji, w których nie wiedziałam, co mam robić. O dziwo nie chciałam zbyt często zgłaszać się z tym do mojej mamy, by broń Boże czasem nie pomyślała, że sobie nie radzę. Oczywiście jest to totalny absurd, ale moja ambicja mi na to nie pozwalała. Zarejestrowałam się więc w pewnej grupie Mam na portalu społecznościowym. I co tam zobaczyłam? KOSZMAR. Niektóre mamy- świeżo upieczone, które po prostu chciały się zapytać o jakieś błahostki, były zalewane hejtem. Bo przecież KOBIETO, skoro nie radzisz sobie z tak błahymi rzeczami, to jak Ty dasz sobie radę, gdy dziecko będzie starsze! Nie nadajesz się na matkę! Weź lepiej oddaj to dziecko, póki jeszcze ktoś je weźmie, bo takie małe mają branie a Ty na pewno mu nie dasz nic dobrego skoro z najprostszymi rzeczami sobie nie radzisz! No zgrozo. Kobieta potrzebowała wsparcia a tym czasem po takich komentarzach to lepiej oddać dziecko i skoczyć z mostu…

Po fali „drobnych uwag” najczęściej zaczyna się wyścig.
Której dziecko jest mądrzejsze, której się szybciej rozwija, która miała gorszy poród. A Ty miałaś cesarkę? Zapomnij, przecież to „nie poród” . „Nie rodziłaś, więc się nie wypowiadaj” , nie dodały tylko, że dziecko Ci bocian przyniósł wprost do sałaty, więc miałaś luz i nie musiałaś rodzić a one biedne nie miały układów z bocianem.

A co z piaskownicą? Placem zabaw i innymi miejscami publicznymi, do których idziemy z dzieckiem, by mieć dla siebie odrobinę wolności i relaksu psychicznego? Niech tylko jakiekolwiek dziecko się przewróci a inne uchwycą, że matka przez ułamek sekundy patrzyła w telefon! Już po niej! Lepiej, by natychmiast brała dziecko pod pachę i w nogi, bo ją pożrą żywcem! A może ta mama założyła specjalnie działalność, by móc być w domu z dzieckiem i plac zabaw, to jedyne miejsce, gdzie może odpisać klientom na maile?

Karmienie piersią to kolejny ciekawy problem….
Nie karmisz z piersi? Dajesz dziecku butelkę? Czyli taka matka „wyrodna” z Ciebie? A co kogo obchodzi, że siedzisz po nocach z laktatorem i modlisz się chociaż o kropelkę mleka dla swojej pociechy! Czy to ważne? Nikt się nad tym nie zastanowi, bo przecież można mieć kolejny powód, by Cię dojechać. Nikt nie spyta, czy nie jesteś zmuszona przyjmować leków, przez które nie możesz karmić. Albo masz po prostu jakieś swoje własne powody, dla których zdecydowałaś się na sztuczne mleko i masz do tego pełne prawo.

 

Zauważyłaś może, że w temacie karmienia- problem z podawaniem piersi dziecku w miejscach publicznych mają głównie kobiety? Nie faceci, którzy przez ułamek sekundy mogą sobie kuknąć na gołego cyca, tylko BABY. Tu Cię dojadą, że nie karmisz piersią a gdy chcesz ją dać dziecku poza domem, bo akurat jest głodne, to zaraz kąśliwe spojrzenia, uwagi i zniesmaczenie.

Też masz wrażenie, że coś tu nie gra?

Pamiętaj Kochana. My same sobie ważymy taki los. To od nas zależy, jak będziemy traktować siebie wzajemnie. Czy z pogardą i wywyższaniem swojej osoby, czy z szacunkiem i zrozumieniem.

Krytyka a dawanie dobrych rad, to dwie różne rzeczy.

Przecież jedziemy na tym samym koniku. Jesteśmy zmęczone, płaczemy po kątach, gdy nasze dzieci mają kolki i brakuje nam pomysłów, by uśmierzyć ich ból. Tryskamy radością, gdy usłyszymy pierwsze słowo i widzimy postępy naszych maluchów. Jesteśmy zdruzgotane, gdy nasze dziecko jest chore lub coś wzbudza w nas ogromny niepokój i nie wiemy, jak mamy sobie z tym poradzić.

Więc proszę Cię- gdy następnym razem zobaczysz mamę, która z bezsilnością i zawstydzeniem patrzy na swoje dziecko tarzające się po podłodze w supermarkecie wymuszając kupno kolejnej zabawki, to nie patrz wilkiem na tą kobietę. Podejdź spokojnie do dziecka, powiedz mu, że robi przykrość Mamusi i bardzo brzydko się zachowuje a jego mamie dodaj otuchy. Czymkolwiek. Czasem wystarczy z pozoru głupie „będzie dobrze, też to przerabiałam”.

Przypomnijmy sobie, jak nam dawano całą masę porad, które doprowadzały nas do rozstroju nerwowego. Nie powielajmy tych błędów.

Jesteśmy Mamami. Wychowujemy swoje dzieci w przekonaniu, że innym trzeba pomagać i należy szanować ludzi. Dajmy dobry przykład swoją własną postawą.

 

_________________________________

Co myślisz o tym, co napisałam? Miałaś też sytuacje, w których inne mamy wbiły Ci szpilę?

Chętnie się dowiem, jakie Ty miałaś „przeboje” z innymi „wszechwiedzącymi”.
Czekam z niecierpliwością na Twój komentarz.

 

Buźka

 

Zdjęcie


5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
Facebook
Instagram