);

Pozwolisz sobie na takie coś? Matczyne wyrzuty sumienia…

Od dłuższego czasu męczy mnie nieustanne poczucie winy i wyrzuty sumienia. Co bym nie zrobiła, to ciągle wydaje mi się za mało. Masz tak? To czytaj dalej, bo to nie jest bynajmniej żal post.

Jeszcze 7 lat temu moje życie wyglądało jak w wojsku. Codziennie pobudka o jednej godzinie. Codziennie o tej samej porze wychodziłam na spacer, łapałam za odkurzacz, wstawiałam garnek z zupą na piec i ciasto do piekarnika (tak, codziennie było ciasto na wypadek niezapowiedzianej wizyty gości). Codziennie lista obowiązków do ziemi a na biodrze malutkie dziecko. Wieczorami, gdy Filip spał, wychodziłam na górę do pokoiku i przeistaczałam się w biurwę prowadzącą sklep internetowy- obsługiwałam zamówienia i robiłam hafty maszynowe. Do późna. Nie raz wczesnego ranka. Chwila spania i zaś wszystko od nowa. Wydawało mi się, że ogarniam, bo na liście wszystko odhaczone, dom posprzątany, dziecko oporządzone a zamówienia gotowe na czas. Wręcz zajebiście, szkoda tylko, że kosztem mojego zdrowia i nerwicą w pakiecie.

Po porodzie maluchów postanowiłam więc wrzucić na luz. Dzieci rok po roku to już szaleństwo samo w sobie, więc nie chciałam sobie dokładać i postanowiłam „wyciągnąć wnioski z przeszłości”.

Skończyło się to właśnie ciągłymi wyrzutami sumienia…

Pewnie wyda Ci się to dziwne, ale rzadko wychodzimy z domu. Tak- mam trójkę dzieci i rzadko wychodzę.

Dom, w którym mieszkamy, jest naszym trzecim lokum- mam nadzieję, że ostatnim. Dwa poprzednie nie dały ani spokoju, ani poczucia bezpieczeństwa. Tu jesteśmy sami u siebie i jest nam dobrze. Mamy dom, mamy ogród, duży plac zabaw dla dzieci oraz taras z leżakiem.

Dwie zagrożone ciąże rok po roku spowodowały, że siłą rzeczy byłam uwalona w domu na prawie dwa lata. Jeśli chciałam donosić dziecko, to musiałam siedzieć na dupie a najlepiej to cały czas leżeć. I tak mi zostało to siedzenie w domu. Z początku myślałam, że może się zasiedziałam i zdziczałam z tymi dziećmi, ale to jednak nie o to chodziło.

Mieszkamy na wsi. Są tu trzy place zabaw- jeden daleko, drugi bez grama cienia, trzeci całkiem fajny, blisko i zacieniony. Każdy pusty. Moje dzieci same zdecydowały, że nie chce im się chodzić na plac zabaw, na którym nikogo nie ma, skoro huśtawki mają na własnym ogródku. Mnie też nie chce się codziennie na wariata ubierać dzieci, by wyjść o jednej porze i przemierzać ciągle te same trasy, by na czas wrócić do domu i gotować obiad. Zostajemy więc w domu. Dzieci bawią się na ogródku a ja- mając ich na oku- mogę odhaczać swoje rzeczy z listy.

Pomyślisz, że dzieci są odosobnione? Nic z tych rzeczy-sąsiedzi też je mają 🙂 poza tym nie ma tygodnia byśmy nie mieli gości.

Weekendy natomiast są przeznaczone właśnie na wypady poza dom. Na spokojnie, na cały dzień.

I teraz, gdy to piszę, to nie widzę w tym nic złego- a jednak do niedawna miałam potężne wyrzuty sumienia. Bo jak to można kisić się non stop w domu? No dziwne, to fakt. Ale wiesz, co do mnie dotarło? Że teraz właśnie tego potrzebuję. Od wielu lat jestem non stop na najwyższych obrotach. Teraz też nie zwolniłam tempa- przy dwójce maleńkich dzieci nie da się tego zrobić. Od ponad 3 lat nie przespałam w całości ani jednej nocy. Do tego od paru miesięcy dzieci śpią z nami w łóżku- wiesz, co to oznacza- to nie jest sen, to jest czuwanie i pobudka na każdy ich ruch. Całymi dniami biegam między jednym a drugim plus jeszcze przecież mam starszego Filipa, który też potrzebuje mojej uwagi. No i oczywiście obowiązki domowe- pranie, sprzątanie, gotowanie, usypianie Zosi, usypianie Jasia, tona prania i prasowania, przekąski, podwieczorki, zabawy itd… Mało? Niekoniecznie, a jednak wciąż wydawało mi się, że nie robię nic i do tego nawet nie chodzę z dziećmi na spacery. Wiesz kto był moim największym wrogiem? Ja! Ja sama! A wiesz po co Ci to piszę? Bynajmniej nie po to, by sobie ulżyć i Tobie pomarudzić. Piszę to, bo skoro czytasz dalej, to znaczy, że masz podobnie. Że też wiecznie się obwiniasz. Że też uważasz, że wszędzie jest Ciebie za mało.

Nie wychodzę codziennie na spacery, bo dałam sobie na to przyzwolenie. Mój organizm nie doszedł w pełni do siebie po ciążach rok po roku, mam problemy zdrowotne i jestem po zakrzepicy. Dom daje mi spokój i bezpieczeństwo, którego teraz w tym zwariowanym czasie tak bardzo pragnę. Mam wszystko to, co jest mi niezbędne- szczęśliwy dom, kochającą Rodzinę i ogród. Daje sobie przyzwolenie na taki czas- odpoczynku i siedzenia w domu, bo jest mi to teraz potrzebne. Obwiniałam siebie o obecny stan, nie dostrzegając, że właśnie tego w tym momencie najbardziej potrzebuję. I wiesz, co  jest ważne? Że wreszcie zwróciłam uwagę na siebie i swoje potrzeby. Polecam

Ola 

Spodobał Ci się tekst? Będę wdzięczna, jeśli podzielisz się nim z innymi

Pamiętaj o odwiedzeniu mnie na Facebooku oraz Instagramie Dodatkowo jeszcze założyłam Tajną Grupę Podomowych, gdzie rozmawiamy o wszystkim, co nie wypada omawiać publicznie

Zapraszam i przypominam o Paczce kobiecych planerów, która jest już w moim Sklepie 

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
Facebook
Instagram