);
Parenting,  Sukcesy małe i duże

Sama sobie jestem winna. Nie popełniaj tego błędu…

Jestem mamą trójki dzieci, więc w ciągu dnia nie mam zbyt wiele czasu na głębsze przemyślenia. Jednak, gdy już taka chwila nadejdzie, to łzy same cisną się do oczu. 

Czego ja właściwie chcę od życia? Mam śliczne, zdrowe dzieci, dom, kochającego Męża…ktoś by mógł powiedzieć, że jestem szczęśliwa, spełniona i nie mam co narzekać.

A jednak od pewnego czasu czuję w sobie gorycz, która czasem przelewa się w złość a czasem w smutek. Niby mam wszystko a jednak nie potrafię się do końca z tego cieszyć. 

Niby nigdy nie jestem sama (nawet, gdy chcę wyjść do łazienki, bo zawsze któryś mały smrodek mi waruje pod drzwiami) a jednak czuję się osamotniona. 

Coś generalnie od pewnego czasu nie jest tak, jak powinno. To coś nie pozwala mi cieszyć się nowym dniem…
______________

W maju 2017r. wyprowadziliśmy się na wieś. Byłam wtedy w zagrożonej ciąży z Zosią. Ciągle musiałam leżeć a pod koniec byłam już uziemiona w szpitalu aż do porodu-  do stycznia 2018. W lipcu zaszłam w ciążę z Jasiem i znowu powtórka z rozrywki- dom i wyrko. I tak oto- niewiadomo kiedy minęło dwa lata. Bite dwa lata siedzenia w domu. Dwa lata spędzone w pieluchach. Oczywiście nie żałuję tego, gdyż decyzja o dzieciach rok po roku była dokładnie zaplanowana, jednak nie spodziewałam się, że tak mocno odbije się ona na mnie i na mojej psychice. 
______________

Wielokrotnie koleżanki proponowały mi wyjścia ale albo nie mogłam, bo byłam w zagrożonej ciąży albo byłam tak wykończona, że bałam się, że zasnę na spotkaniu. Dlatego ciągle odmawiałam. Poza tym no jak można zostawić samo dziecko z tatą i jechać sobie gdzieś z koleżankami… 

I stało się. Zostałam odizolowanym alienem. Tak, tak właśnie się czuję. Wiele kontaktów się pourywało. W tygodniu, gdy chciałabym mieć towarzystwo na spacerze z dziećmi, to koleżanki są w pracy a w weekend imprezują. Efekt jest taki, że nie chce mi się nawet na ten spacer wychodzić. 

Może to przez to, że od zawsze uwielbiałam otaczać się dużą ilością ludzi. zawsze mnie było wszędzie pełno. Żyłam na 200%. A teraz? Dom, gary, pieluchy, dom, gary, pieluchy i tak w koło. Oczywiście, że rekompensują mi to te małe rączki oplatające szyję, jednak mam wrażenie, że sama się zapędziłam w kozi róg. Sama, bo mój Mąż NIGDY nie zabronił mi wyjścia. Niejednokrotnie powtarzał, żebym jechała do koleżanek, poszła na paznokcie albo gdziekolwiek, gdzie się zrelaksuje. Ale ja z tej opcji nie korzystałam tłumacząc to zmęczeniem. Dzisiaj jednak Kamil Nowak, znany jako Blog Ojciec uświadomił mi bardzo ważną rzecz. To nie chodzi o zmęczenie. To nie chodzi o niektóre zerwane znajomości, bo przecież są inne. Tu chodzi o zostawienie dzieci „samych z tatą”. Szczerze- nie mam pojęcia, czego się obawiałam. Że Olaf nie ogarnie tej trójki? Że będzie krzyczał? Że zamiast się pobawić, to puści im bajki? Że nie odrobi zadań z Filipem… Sama nie wiem. Ale już wiem, że wychodząc z domu nie zostawię dzieci „samych z ojcem”. Wiem, że nie jestem tylko mamą ale przede wszystkim kobietą i te emocje, które mam teraz, to mam tylko na własne życzenie. 

Tak więc dzień dobry życie- wracam do gry.

5 komentarzy

  • Joanna Bogielczyk

    Gratuluję takiego osobistego wpisu. Trzymam kciuki za odbudowanie relacji ze znajomymi.
    Mi w zachowaniu dobrych emocji po ciążach, pomagała tzw. złota godzina. Czyli jedna godzina w tygodniu tylko na moje potrzeby. Do dziś to praktykuję! Polecam, może też się Tobie sprawdzi. 🙂
    Serdecznie pozdrawiam, Joanna Bogielczyk

  • krystynabozenna

    Dobrze,że to sobie uświadomiłaś, trzeba z domu wychodzić,
    bo inaczej człowiek zwariuje ciągle to samo…
    Dla własnego dobra i rodziny.
    a dzieciom na pewno przez te parę godzin nic się nie stanie.

  • Miye's Imaginationss

    Ma człowiek rację! To nasze społeczeństwo ukształtowało takie głupie poglądy. Większej bzdury niż „Poza tym no jak można zostawić samo dziecko z tatą i jechać sobie gdzieś z koleżankami… ” dawno nie słyszałam. Również jestem mamą trójki dzieci, chociaż u mnie tylko ostatnia ciąża należała do tych ciężkich. I moja druga połówka zajmowała się nie tylko dziećmi, ale także i mną. W przeciwieństwie do Ciebie należę do osób, które nie lubią zbyt wielu kontaktów, szczególnie z obcymi ludźmi, dlatego na wizyty do lekarza, na zebrania w przedszkolu i wszędzie indziej chodzi właśnie tata. Bo do licha dlaczego by nie? Pretensje o to i wytarte frazesy „że to mój obowiązek” słyszę zarówno od rodziny, jak i od obcych ludzi. Jestem jednak na takim etapie życia, że naprawdę guzik mnie one obchodzą 😉

  • Wiewiórka w okularach

    Nie daj się! Dzieci to nie koniec świata i wcale przecież nie oznaczają, że musisz siedzieć w domu i się nimi zajmować. Ojciec też od czegoś jest, a nie tylko, że ujmę to brutalnie, przynoszenia pieniędzy i robienia tych dzieci. Poradzi sobie z nimi tak samo dobrze, jak Ty. Trzymam mocno kciuki, żebyś wyszła na prostą i poczuła się lepiej sama ze sobą i swoim życiem! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
Facebook
Instagram