);

Trzeba było nie robić sobie Bombelków

Trzeba było nie robić sobie bombelków, skoro teraz nie chce nam się nimi zajmować…

Coraz więcej tego typu tekstów czytam na różnych forach i grupach. Szczerze krew mnie zalewa i mam ochotę wygarnąć takim osobom co myślę, ale mam wrażenie, że co bym nie powiedziała, to i tak to do nich nie dotrze. 

Sytuacja, w której znajdujemy się od ponad roku nie jest normalna. Każdy z nas musi się z nią zmierzyć i nie podlega to dyskusji. Każdy z nas miewa lepsze i gorsze dni. 

Osobiście boję się. Boję się o dzieci, o rodzinę, o nasze zdrowie. Boję się o naszą sytuację materialną, o firmę mojego Męża i stabilność zleceń. Boję się, czy będę mieć na rachunki w przyszłym miesiącu. 

Odbija się to na mnie i na mojej psychice. Każdego dnia staram się z całych sił, by mój nastrój nie odbił się jednak na dzieciach. 

Dobija mnie fakt, że nie można swobodnie spotykać się w większym gronie, jechać na basen lub do kina. Wyjechać na tydzień lub chociażby weekend. 

Jestem zmęczona tym, że 24/7 przebywam z dziećmi w domu zawalona milionem obowiązków. Siedzenie z dziećmi to przecież nie tylko ciągła zabawa, na którą coraz częściej nie mam już sił, ani ochoty. To również pranie, sprzątanie, zakupy, gotowanie, nauka ze starszym dzieckiem… można jeszcze długo wymieniać. 

To rozbity plan dnia ze względu na zdalne nauczanie i rozwalone zasady, które miesiącami były kształtowane. Do tej pory ograniczany dziecku kontakt z komputerem zmienił się na kilkugodzinne przebywanie przed nim. 

Dorosły człowiek ma problem z tym, żeby odnaleźć się w obecnej sytuacji a co dopiero ma powiedzieć zagubione dziecko, które najczęściej tej sytuacji nie pojmuje. Od rodziców nie dostaje konkretnych odpowiedzi, bo i jak ich udzielić, skoro samemu się ich nie zna. Nie potrafię powiedzieć mojemu dziecku, kiedy to się skończy i znów będzie normalnie. Nie wiem, czy będzie tak jeszcze kiedykolwiek… 

Dziecko ma prawo być rozbite. Raz może chodzić do szkoły i przebywać wśród rówieśników, po czym za chwilę ta możliwość jest mu odbierana. Szklany ekran z kamerką nie zastąpi mu zabaw na szkolnym korytarzu. Mama nie jest nauczycielem, by mieć podejście pedagogiczne, czas i możliwość by wszystko spokojnie wytłumaczyć. 

Te parę godzin w szkole, wśród dzieci, przyjaciół, pierwszej miłości nie są w stanie zastąpić lekcje zdalne i popołudniowy spacer z mamą. 

Rodzic jest zmęczony, dziecko przygnębione, ale żyć trzeba dalej. Najlepiej jak to tylko możliwe. 

Jednak pamiętajmy, że rodzic to nie jest robot. Wśród tak wielu obowiązków, problemów życiowych, emocji jakie sam w sobie posiada musi również się zmierzyć z  nową rzeczywistością. Zapewnić swojemu dziecku spokój i jak najlepsze warunki do nauki. Nie mówię tu bynajmniej o dobrym biurku i lampce. Mówię o tym, by wśród tak napiętego grafiku znaleźć czas na to, by stać się nauczycielem a do tego nas nikt nie przygotował. 

Najłatwiej jest wytykać palcem- masz być najlepszą mamą, masz mieć codziennie świeży, domowy obiad, masz mieć błysk w domu, czas na zabawy z dziećmi, czas na naukę, czas na pracę, czas na codzienne spacery… Nie masz? Nie potrafisz tego sobie wygospodarować? To trzeba było nie robić sobie bombelków! 

W tej całej sytuacji, jaka nas spotkała myślę, że jedyne czego nam potrzeba, to zrozumienia. Że jest ciężko. Że każdy ma prawo być zły i zmęczony. Jeśli ktoś tego nie potrafi zrozumieć i ma pieprzyć głupoty w internecie, to lepiej niech przetnie kabel od neta i więcej się nie wypowiada. Na dobre to wszystkim wyjdzie. 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
Facebook
Instagram
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x