);
Lifestyle

Urlop macierzyński- zbawienie czy przekleństwo?

Są takie dni, że budzimy się przed budzikiem. Leżymy wtedy razem w łóżku, wygłupiamy się i tulimy. Potem spokojnie rozpoczynamy dzień…

Są jednak też takie, które rozpoczynają się już zarytą nocką…

Nie jestem w stanie zliczyć, która to noc z rzędu, jednak wiem, że jak nie nastawię na wszelki wypadek 10 drzemek w budziku, to nie wstanę o odpowiedniej porze (odpowiedniej czyli takiej, by maksymalnie pospać ale jeszcze zdążyć wyszykować dziecko do szkoły). 

Gdy uświadamiam sobie, że budzik zdążył obudzić już wszystkich prócz mnie, to z biedą zwlekam się z łóżka w głowie mając tylko jedną myśl- KAWA! Kawa i to mocna. I ciepła -w  miarę możliwości oczywiście… 

Jednak wtedy- gdy najmniej się tego spodziewam, gdy jestem wręcz bezbronna i zdana na łaskę innych w swoim wyczerpaniu- wtedy właśnie się wszystko zaczyna. Każdy coś ode mnie chce. Córka wstaje przesikana, młodszy syn gorzej- bo do tego coś tam jeszcze śmierdzi. Starszy syn przypomina sobie o tym, że nie ma już czystych majtek w szufladzie. Mąż po raz piąty pyta, czy ma już zrobioną kawę…

I mogłabym tak wymieniać w nieskończoność a to dopiero początek dnia…

I tak sobie myślę, co mam Ci napisać. Czy wymieniać WSZYSTKIE kwestie, które muszę ogarnąć każdego dnia? Przecież sama dobrze wiesz i to znasz. Pranie, sprzątanie, gotowanie, usypianie, prasowanie i miliony innych rzeczy. 

Ja do tego mam dwójkę maleńkich dzieci rok po roku, które praktycznie nie mają wspólnych drzemek, więc gdy jedno zaśnie, to budzi się drugie. Do tego STARAM się prowadzić bloga i rozkręcić działalność gospodarczą. 

Ale wiesz co chcę Ci powiedzieć? Że jestem cholernie zmęczona… 

Nie życiem. Nie dziećmi. Nie obowiązkami… 

Tak po prostu- jestem zmęczona. 

I nie piszę tego, by się nad sobą użalać. Nie piszę tego również po to, by Cię zniechęcić do zakładania rodziny. Chcę Ci jednak pokazać moją rzeczywistość. I ilekroć bym się nad tym nie zastanawiała, to nie widzę na tą chwilę możliwości zmiany tej sytuacji. 

Bo przecież logicznym jest, że nikt mamy nie zastąpi i malutkie dzieci właśnie jej potrzebują najbardziej. Nie jest też tajemnicą, że dzieci w nocy jedzą, więc trzeba do nich wstawać. Do tego dochodzi ząbkowanie, które również nie pozwala spokojnie przespać nocy. Zosia teraz wchodzi w taki etap, że coraz częściej potrzebuje spać ze mną a wiadomo jak to się kończy- ja gdzieś na skraju łóżka, jej prawa noga między moimi żebrami a lewa gdzieś na twarzy. I wyśpij się człowieku!

Do tego tona prania, prasowania, sprzątania i całej masy innych rzeczy. I mimo, że jest podział obowiązków. Mimo, że mój mąż stara mi się pomagać, jak tylko potrafi, starszy syn też coraz bardziej się usamodzielnia, to jednak przy małym dziecku, trzeba swoje przeżyć i nie ma na to rady. Szczególnie, jeśli decydujesz się na dwójkę rok po roku lub masz bliźniaki. 

I to zmęczenie widać. W moim przypadku widać je na instagramie, gdy nagrywam story. Widać je w moim zaangażowaniu- a właściwie w jego braku. Widać to wśród gości, gdy o 22 inni się super bawią a ja już ledwo widzę na oczy. 

Ale wiesz co? Nie można mieć wyrzutów sumienia.

Nie można się dołować tym, że na nic się nie ma czasu. Nikt nie ma prawa mieć o to do nas pretensji! To jest taki etap w życiu, gdy pojawia się w domu dziecko. Mały człowiek, który przez 9 miesięcy słuchał z zapałem bicia naszego serca. Który nagle poznaje potężny świat i potrzebuje mamy, by go po nim prowadziła. By cierpliwie go wszystkiego uczyła…

Jednak ja to już wiem i o tą wiedzę jestem mądrzejsza mając siedmioletniego syna- będzie lepiej. W końcu nadejdą noce, w których spokojnie będę spać bez żadnych pobudek. W końcu dzieci pójdą do przedszkola, ja wrócę do pracy i będę miała regularny kontakt z ludźmi, z którymi będzie można porozmawiać o czymś innym niż tylko o dzieciach i pieluchach. W końcu będę mieć więcej czasu dla siebie. 

Nie oznacza to wcale, że teraz jest źle. Oznacza to tyle, że jest inaczej. Ciężko ale inaczej. Że jest to czas, w którym bezwzględnie muszę się skupić na kimś innym niż na sobie. Ale tym kimś są moje dzieci. 

Więc mimo tego, że teraz jest ciężko i nie raz zdarzy się popłakać w łazience tak, by nikt nie widział, to wiem, że będzie lepiej-łatwiej a moje dzieci będą mi wdzięczne za czas, siłę i energię, którą im poświęciłam

A jak to wygląda u Ciebie? Masz czasem dni, gdy masz wszystkiego dość i nie masz już na nic sił? 

 

Ola

Jeśli zdołowałam Cię tym wpisem, to na rozluźnienie przeczytaj sobie inny- też o macierzyństwie, który pisałam w zeszłym roku 🙂 

>>>Macierzyństwo jakże (NIE)kolorowe…<<<

 

____________________

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, to będę wdzięczna za jego UDOSTĘPNIENIE 🙂 

Polub moją stronę na Fb: https://www.facebook.com/podomowe/

Zaobserwuj mój profil na Instagramie: https://www.instagram.com/podomowe.pl/

Oraz dołącz do Tajnej Grupy Podomowych: https://www.facebook.com/groups/137250943680970

W ten sposób na pewno nie ominie Cię żaden wpis 🙂 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
Facebook
Instagram